muzyka elektroniczna, el-muzykamoog

Jon & Vangelis - The Friends Of Mr Cairo

Jon & Vangelis

The Friends Of Mr Cairo

rok wydania: 1981

Przełom roku 1980 i 1981 to najbardziej produktywny etap w karierze Vangelisa. W marcu 1981 wydano „Chariots Of Fire" a w maju płytę która powstawała równolegle - „Friends Of Mr Cairo".
Pierwsze tłoczenie tej drugiej płyty oprócz innej okładki (czarno białe, niewielkie zdjęcie duetu zastąpiono później kadrem z videoclipu „Friends Of Mr Cairo") różniło się także zawartością jak i ułożeniem tracklisty. "I'll Find My Way Home" wydano jedynie na singlu, który okazał się wielkim przebojem (pierwsze notowanie Listy Przebojów PR III  Marka Niedźwiedzkiego -miejsce pierwsze ), stąd Polydor podczas reedycji, która miała miejsce już po niecałym roku dodał ten utwór do listy tracków i zmienił także konfigurację utworów. Utwory ze stron A i B zamieniono. I tak utwór tytułowy, „Back To School" i „Outside Of This" przeniesiono na koniec płyty zaś „State Of Independence", „Beside" i suitę „Mayflower" pierwotnie zamykającą płytę, umieszczono tuż po "I'll Find My Way Home". Wydanie CD zawiera taki też program jak i okładkę, na której można znaleźć info „Includes I'll Find My Way Home". Oczywiście te czysto marketingowe zabiegi były po to aby wytwórnia na fali zainteresowania muzyką V. po otrzymaniu przez niego Oskara za „Rydwany Ognia" mogła zarobić jeszcze więcej pieniędzy.
Jon Anderson od momentu poznania Vangelisa w 1975 w jego domu w Marble Arch, pojawiał się gościnnie na jego płytach co jakiś czas. A to zaśpiewał na „Heaven & Hell" , a to zagrał na „Opera Sauvage". Przyjaźń ta muzycznie w końcu eksplodowała wspólna pracą jaką były „Short Stories". Tytuł dobitnie podkreśla charakter płyty jaki i tempo jej powstania... „Short Stories" nagrano na taśmę w jednym ciągu (!), tak że żaden utwór nie ma dwóch wersji - jedyną rzeczą, która ewoluowała były teksty. Był to zamierzony zabieg, gdyż jak sami twórcy twierdzą ich celem było bycie szczęśliwym poprzez wspólne muzykowanie i dobrą zabawę, z tworzenia muzyki bez wyznaczonego celu. Muzyka była na tyle improwizowana i spontaniczna, że nazwali swe przedsięwzięcie „Spont Music". Obaj uważali, że są sobie pokrewni gdyż mają podobne romantyczne dusze i podobny temperament stąd duża radość ze wspólnych muzykowań.
Panowie spotkali się ponownie w Paryżu, gdzie byli zaangażowani przy realizacji cudzych projektów, a że obaj jak się okazało mieli wolny czas z radością spędzili 4 dni na wspólnej sesji w Davout Studio gdzie pośpiesznie wypożyczono dla Vangelisa syntezatory z paryskiego Musicland. Dwa dni improwizowali czyli Vangelis grał a Jon śpiewał teksty z których większość powstawała na bieżąco a potem dopracowywali to co stworzyli. Vangelis. zmiksował wybrane najciekawsze fragmenty na płytę już u siebie w londyńskim Nemo Studios stąd oba miejsca wymienione jako miejsce powstania krążka. Vangelis twierdził ponownie że pracował z Jonem dla odmiany a zarazem bo lubił pracę z nim i czuł z nim wyjątkową nić porozumienia. Nie interesowało go przemyślane przygotowywanie materiału ale ów dreszczyk emocji co powstanie z owego jam session?
No właśnie. Co powstało?
I'LL FIND MY WAY HOME to budująca pieśń o tym ze nie należy się poddawać przeciwnościom losu i zawsze mieć nadzieję.
W warstwie muzycznej cały utwór oparto na brzmieniu wysokich dźwięków przypominających trochę podkłady wczesnego Kitaro. Dźwięki są miękkie, nienatarczywe, miłe dla ucha. Falset Andersona pogłębia tą atmosferę spokoju gdzie nawet wstawki perkusyjne są wyciszone gdzieś do 1 minuty. Efekt pogłosu w śpiewie Andersona wzmocniony jest dochodzeniem kolejnych brzmień z syntezatorów. Intensywniejszy podkład muzyczny, pewne wzmożenie można odczuć przy śpiewie że przyjaciele są po twej stronie (1.42)- melodia nabiera poprzez instrumentarium i inny bardziej mocny śpiew swoistego animuszu. Od 2.33 Vangelis wychodzi na czoło dając popis swoich umiejętności jako kompozytora i aranżera zawierając w swej solówce jakby streszczenie całego utworu z ciekawym chórkiem Andersona, dochodzi też automat perkusyjny, z którego rozlegają się uderzenia wzmacniające klimat czegoś bardzo doniosłego - całość melodii nabiera jakby metafizycznego, kosmicznego wymiaru (słychać resztą taką imitację jakby startu w gwiazdy 2.12). głos i dźwięki przechodzą wyżej i porywający nastrój oblany feerią brzmień urywa się by przejść w kilkusekundową zabawę wysokimi dźwiękami.
Ten swoisty hymn - wzniosły i uduchowiony oparto na prostej melodii powtarzającej wysoko ustawioną 4 akordową figurę wzdłuż zwielokrotnionych wokali Jona co daje piorunujący efekt. Dodatkowo ową kosmiczną, unoszącą się w przestrzeni muzykę wzmacnia doskonały tekst.
"I'll Find my Way Home" posiada swój klip wykreowany na potrzeby BBC do programu "Top of the Pops" gdzie Jon i Vangelis udają że grają na fortepianie i banjo na przeciw rozentuzjazmowanej publiki co jest dość zabawne bo nie słychać tych instrumentów w utworze. ( Wideo to do zobaczenia także z Friends Of Mr Cairo na bootlegu „Video Rarites" ).
STATE OF INDEPENDENCE -rozpoczyna nieskoordynowana improwizacja na instrumenty perkusyjne i saksofon przechodząca gładko w melodię opartą na pokładzie z syntezatora przypominającą trochę utwór Spiral i instrumenty perkusyjne gdzie głównie słychać bongosy. Vangelis oparł cały utwór na powtarzalności pewnych cyklicznie wplecionych ozdobników ( syntezatorowe efekty, elektryczny fortepian) a także duże pole do popisu ma w ciekawej solówce saksofon. Anderson śpiewa głównie przeciągle tworząc jakby kontrapunkt do brzmień muzyki. Wyraźnie słychać, że utwór ma charakter swoistej zabawowej improwizacji w stylu zwolnionego w rytmie karaibskiego calypso ( w tekście pojawia się zdanie klucz "Coming up-Carabi-this sense of freedom,Derives from a medative State"), co potwierdzałoby choćby zakończenie gdzie słychać oklaski, śmiechy i komentarze osób towarzyszących nagraniu i to że nagle po skończeniu melodii saksofon i inne instrumenty, jakby ciągnąc zabawę intonują już czysto latynoamerykańskie rytmy. Całość ma więc znamię spontanicznego jam session, którego twórcy nie omieszkali kulisy odkryć. W warstwie tekstowej piosenka ta ma charakter nazwijmy to wizji z trzecim światem w tle. Zresztą z tekstami Andersona jest najczęściej tak jak określił to znany yesomaniak Marek Jedliński: „Chciałem zostać anglistą w dużej mierze dlatego, żeby zacząć rozumieć teksty Andersona. Ale kiedy "zostałem anglistą" zrozumiałem, że ich się zrozumieć nie da". Utwór ten doczekał się covera wykonywanego przez królową disco Donnę Summer.
BESIDE -rozpoczyna solo fortepianowe, do którego dołącza kolejny wspaniały instrument- głos Andersona swobodnie operujący swym charakterystycznym falsetem. Gdy milknie, Vangelis pochłania nas solówką na syntezatorach z miękkimi, delikatnymi dźwiękami. Pojawia się znowu Jon i kojące, bardzo mile dla ucha brzmienie wibrafonu, trójkąta. Partie fortepianowe na przemian z wibrafonem to piękny dialog powtarzany na tle Jona śpiewającego kilkakrotnie „turning again" coś jak riposta wibrafonu na głos Jona. Od 3,44 - pełna melancholia, można kontemplować piękno kompozycji.
Teksty są znów zawikłane. Czy to pieśń miłosna czy raczej tekst o zabarwieniu religijnym? Takie same wątpliwości i odczucia napotykam przy „I'll Find..." który też brzmi jakoś tak niczym hymn kościelny. Co ciekawe w tekstach motyw powtarzający się to postać przyjaciela, którą Anderson nagminnie przywołuje.
Utwór ma symfoniczny, stopniowo narastający , intensywny nastrój a wokale Andersona, świetnie korespondują z muzyką tworząc nastrojowy klimat.
MAYFLOWER- senny początek, oparto na nieharmonicznych dźwiękach, głosie Andersona i samplach fal morskich. Po chwili echowy śpiew rozlega się na tle improwizowanych pojedynczych dźwięków, by przejść w glissando syntezatorowe plus fortepian. Atmosferę utworu oparto głównie na interpretacji tekstu przez Andersona; nawet w silniejszych partiach śpiewu syntezatory nadal są wyciszone, jakby były cały czas na dalszym planie. Vangelis ubarwia jedynie całą kompozycję odgłosami adekwatnymi do tematyki utworu: szumu morza, żagli i czytanym przez narratora (Coker) tekstem po którym muzyka zostaje wzmocniona przez automat perkusyjny by przejść do keyboardowych pasaży i odgłosy morza zastępują rozmowy kosmonautów. Utwór kończy się bardzo długim wyciszeniem co dodatkowo, zupełnie przypadkowo zważywszy na pierwotne ułożenie listy utworów, wzmacnia efekty rozpoczynające następny utwór.
Słychać typowe słodkie fortepianowe brzmienia Zwiewne syntezatory znakomicie korespondują i perfekcyjnie dopasowują się do zwielokrotnionego echem krystalicznie czystego głosu Jona. Kompozycja zaczyna się powoli a keyboardy zaczynają intensywniej majestatycznie nasycać wolną przestrzeń, tylko gdy głos Andersona milknie.
Atmosfera utworu podyktowana jest tekstem którego interpretacja na szczęście jest prosta, gdyż liryki są poukładane w sensowną zrozumiałą całość.
Mayflower -taką nazwę nosił pierwszy statek z osadnikami w Ameryce, który wyruszył z Plymouth w 1620 roku, i per analogiam Anderson wywodzi że statek przemierzający w przyszłości kosmos z grupą pielgrzymów z ziemi poszukujących nowego lądu nosił będzie to znamienne miano. I muzyka i tekst to znakomite uchwycenie samotność ludzkiej egzystencji, desperację w odnalezieniu nowego domu i alienacyjny efekt nowoczesnej technologii gdzie grupa dryfujących w kosmosie ludzi nie jest zdolna porozumieć czy powrócić na ziemię.
FRIENDS OF MR CAIRO - klakson hamowanie samochodu serie z automatu -dla mnie jedenastolatka było to olbrzymie przeżycie. Takiej muzyki nie słyszałem nigdy. Pod nieobecność brata zabrałem jego Grundiga i kasety magnetofonowe do swego małego pokoju i oniemialem jak usłyszalem ten utwór. W końcu pojawia się muzyka rytm wybijany na bębnach i dyskretny podkład syntezatorowy na tle którego rozlegają się dialogi dwojga aktorów. Jakże sugestywnie odegrane. Dal mnie dziecka nieznającego angielskiego ich gra głosem mówiła wszystko; ona się boi, prosi go o coś, on twardziel podniecony tłumaczy jej coś świstają kule, słychać jeszcze jeden męski głos, ale jakiegoś wymoczka, sygnały policyjnych syren, strzały rozbija się wóź i wtedy wchodzi mocno czysty głos Andersona....
Sally Grace i David Coker dali tu popis swoich interpretacyjnych możliwości i zagrali swymi głosami wszystkie postaci zarówno w opowieści gangsterskiej (Coker aż 3 różne postacie ) jak i wtręcie z arabskim love story. Zrobili to na tyle znakomicie że mamy wrażenie że to naprawdę mówi kilka osób i co ważne, robią to w idealnie naśladując sposób grania w kinie gangsterskim tamtych czasów.
Scenki rodzajowe przeplatają się z wokalnymi popisami Andersona w ciekawie ubarwiając całą suitę. Trudno sobie wyobrazić aby tych dialogów zabrakło: Gangster Frankie chce zostawić ciężko rannego Johnny'ego i tłumaczy się z tego przed dziewczyną, ta nie zamierza opuszczać rannego kompana, zaś sam zainteresowany stwierdza że nie mam sensu go targać. Frankie dalej perswaduje dziewczynie pozostawanie w tym miejscu, na zewnątrz czeka kumpel w samochodzie dziewczyna się boi że gliniarze wejdą i zabiją ich zwłaszcza że nie mają broni. Frankie znowu tłumaczy że mają trzy miliony w puszce i trzeba uciekać , najwyżej matce rannego wyśle 1/3 łupu, dziewczyna łka żeby tego nie robił. Po chwili Frankie dyryguje że wybiegną przez drzwi wystrzeliwując jednocześnie ( jakaś niekonsekwencja w tekście-dziewczyna mówiła że nie mają spluw- może zamierzona ? W filmach gangsterskich nie chodziło o logikę...). wtedy wchodzi śpiew Andersona streszczający fabułę filmu „Sokół Maltański" z niezapomnianą rolą Bogarta jako twardziela i Petera Lorrie ( ów wymoczkowaty głos idealnie go naśladuje) najbardziej znanego z klasyka kina niemieckiego „M jak morderca".
Nie porównałbym tej suity do niczego chyba nikt wcześniej nie zrobił czegoś takiego; prawdziwego filmu w formie dźwiękowej, który oprócz uszu pobudza niesamowicie naszą wyobraźnię, to prawdziwy majstersztyk nastroju. Muzyka i śpiew Jona idealnie wpasowują się w temat utworu czyli czasy prohibicji i gangsterów. O tym też są słowa; o tym że tego typu filmy oglądał z zaciekawieniem cały świat. To nie przypadkowy wiec wybór. Gatunek dzisiaj już martwy kojarzy się wszak z owymi złotymi czasami kina, które minęły bezpowrotnie. Dzisiejszy przemysł filmowy to już tylko machina do robienia pieniędzy. Bardzo ciekawe obrazowe zabiegi stosuje zaś Vangelis. - gdy Jon śpiewa o strzelaniu prosto miedzy oczy słychać zwielokrotniony echem strzał, gdy Anderson przechodzi do wspomnień dawnych filmów i gwiazd mediów ( przywołany jest Obywatel Kane, Edward G Robinson, James Cagney, James Stewart, Clark Gable, O'Sullivan, Douglas Fairbanks) od dziewiątej minuty melodii towarzyszy terkot przewijającej się rolki z filmem podczas projekcji.
Początek utworu jest energetyzujący, oplata go fortepianowy motyw który zmienia się (5.11) spowalniając także rytm, słychać szum wiatru i konwersację (opowieść miłosna ona nie może uciec z nim do Bagdadu bo i tak ojciec ja odnajdzie...), fortepian na tle owego szumu to wprowadzenie do drugiej części utworu gdzie muzyka łagodnieje. Dialogi będące przerywnikami w śpiewie Andersona oddają pola jego głosowi. Wspaniały śpiew myślę że w tym momencie ma przewagę nad muzyką Vangelisa. Znakomity tekst o naszej ludzkiej przywarze - sentymentalizmie. W tle pastelowe dźwięki syntezatora, nastrojowe, subtelne brzmienia i znowu przejmujący romantyczny głos Jona dziękującego za to, że mógł zobaczyć te wszystkie stare filmy które pobudziły jego fantazję. W sumie ten temat można by zastąpić wszystkim - o dawnej miłości, kolegach z budy, radościach z dzieciństwa -można odnieść wrażenie że temat filmu jest jakby uniwersalny - ogólnie śpiewa Anderson o nostalgii za czymś co się utraciło i to już nie powróci. Symbolicznie przedstawia to dźwiękowe zakończenie wytracająca odpowiednia prędkość przesuwu taśma wiruje w końcu nie mając już nic do opowiedzenia....
Niesamowita melodia i wyważona synchronizacja efektów w „Friends of Mr. Cairo" tworzą dźwiękowy przepych ale mimo to oszczędzający szkielet konstrukcji na której Jon Anderson usadawia swoją wizję hołdu i fascynacji kinem lat 30 i 40 stych.
Niezaprzeczalnie utwór ten ma centralne miejsce na tym krążku co zresztą podkreśla tytuł całej płyty.
Utwór ten nie wydano na singlu ale i tak stał się na tyle popularny że często grano go w radiu, na tyle że zrealizowano nawet teledysk do niego w którym Jon i Vangelis pojawiają się przebrani za gangsterów z czasów Ala Capone.
BACK TO SCHOOL- zaskakujący jak na Vangelisa kawałek bo... rock'n'rollowy o zdecydowanie lżejszym kalibrze, który swobodnie może służyć na potańcówkę. W warstwie muzycznej nie dzieje się za wiele; zaskakują żeńskie chórki i brzmienia jakby organów hammonda plus sax. Utwór ten przeszkadza na tej płycie wyłamując się muzycznie z jej konwencji i jest najczęściej wskazywany jako słabe ogniwo tego albumu. Ale na pewno nie w sferze liryków bo to sarkastyczno-ironiczna diagnoza naszych czasów; opowieść o człowieku, który widząc jaki okrutny jest świat w którym ktoś chce znaleźć pracę i jak ten ktoś jest traktowany chce wrócić do bezpieczeństwa lat szkolnych. (Ciekawostka dla pamiętających sobotnie audycje Piotra Kaczkowskiego - alfabet grecki -Moon Is A Powerful Lover wykonawczyni Claire Hamill, tutaj jako chórek).
OUTSIDE OF THIS rozpoczyna fortepianowe intro rozszczepione wstawkami z CS 80. Wstęp zamknięty zostaje przez śpiew, któremu towarzyszą delikatne dźwięki fortepianu. Jon znakomicie operuje głosem a muzyka V. jest genialnym jego uzupełnieniem przez dodanie sampli z których zwraca uwagę flet i spokojny rytm na perkusji. Melodia snuje się sugestywnie niczym przepiękny kobierzec dźwięków aż do mojego ulubionego fragmentu z konwersacją fletu z keyboardami (od 4.00 - na flecie Dick Morissey z którym potem Vangelis współpracował przy Blade Runner). Utwór ma sporo podobieństw z drugą częścią tytułowej suity. Wokale Andersona przejrzyście błyszczą na pierwszym planie a eteryczne i pełne ciepła syntezatorowe pasaże , flety i brzmienia elektrycznego fortepianu dodają niezapomnianego i wyrafinowanego charakteru temu utworowi.
W tekście znów przyjaciel tym razem o tym że go potrzebujemy -cały tekst jest trudny do uchwycenia jeśli chodzi o sens ale można potraktować jako miłosne dywagacje ale dla mnie znowu pojawiają się podejrzenia że można to traktować jako rozważania skierowane bezpośrednio do Boga.
Kompozycje są bardziej melodyjne a aranżacje dopracowane. Utwory są bardziej przemyślane i zwarte w strukturach niż poprzedni surowszy w formie wspólny album a przede wszystkim jest różnorodny i zawiera szeroki wachlarz brzmień od klasycznych na „Mayflower" po rockowe na „Back To School" jak i nastrojów od zrobionego z przymrużeniem oka „Back To School" po sentymentalno - romantyczne „Beside" i „Outside Of This".
Absolutnie powalający album. Pokazuje co dwóch wielkich muzyków może zdziałać jednocząc siły. Wydaje się, że nikt lepiej niż Vangelis. nie byłby w stanie zinterpretować muzycznie idei Jona i zarazem jest to prawie niemożliwe aby wyobrazić sobie kogoś innego niż Anderson kto mógłby podźwignąć wyzwanie i sprostać swym głosem niesamowitej fantazji muzyki Vangelisa. (10.52/10)

Jon Anderson- vocals, lyrics
Vangelis- Arranger, Producer, Vocals, Sleeve Art, Keyboards, Performer
Additional Musicians:
David Coker- voice (4, 5)
Sally Grace- voice (5)
Carol Kenyon- backing vocals (2, 6)
Claire Hamill- backing voices (6)
Dick Morissey- sax, flute (2, 6, 7)
Raphael Preston Guitar
Produced by Vangelis
Hitoshi Takiguchi Mastering Engineer
Roger Roche Engineer
Raine Shine Engineer

1. I'll Find My Way Home (4:31)
2. State Of Independence (7:57)
3. Beside (4:12)
4. The Mayflower (6:39)
5. The Friends Of Mr. Cairo (12:10)
6. Back To School (5:10)
7. Outside Of This (Inside Of That) (5:03)



spawngamer

« powrót